• 1.jpg
  • 2.jpg
  • 3.jpg
  • 4.jpg
  • 5.jpg
  • 6.jpg

Program 2014-2018

strzalkaProgram Towarzystwa Przyjaciół Będzina na lata...

więcej...

 

Myśli ciekawe

"W polityce daleko posuwają się tylko ci, którzy nie wiedzą, dokąd zmierzają"

Ch. Talleyrand

finalista VII edycji konkursu

strzalkablog roku

z archiwum mo z ramka Jesteśmy po kolejnej sesji Rady Miejskiej. Było merytorycznie, rzeczowo i spokojnie, było – do czasu, gdy jeden z radnych postanowił udowodnić wszystkim zebranym, że świetnie sprawdziłby się w roli zawodowego listonosza.

Ale po kolei. Sesja w głównej mierze poświęcona była wyborowi ławników. Koalicja SLD i AK (Aktywnego Będzina – wcześniej PiS i część KRZ) od początku kontrolowała sytuację. Dla pewności narzucono partyjną dyscyplinę i w efekcie osiągnięto pełen sukces, czyli tradycyjnie - bez politycznych koneksji ciężko było przejść przez to sito. Dalej były uchwały, tu żadnych emocji i właściwie pełna zgoda. W trakcie kilku przerw, w kuluarach też raczej miła atmosfera.
U progu spraw różnych nic jeszcze nie zapowiadało zbliżającego się politycznego show. Zaczęło się raczej niewinnie. Wpierw kilka porządkowych informacji. To co cieszy szczególnie - radny Wiesław Wacławik zdecydował o wstąpieniu do klubu radnych TPB. W tym miejscu moje gratulacje za tę decyzję. Wiesław okazał się jedynym radnym dawnego KRZ-tu, który zachował się godnie i z klasą. Nie dlatego, że wstąpił do Towarzystwa, ale dlatego że pozostał wierny wobec swoich przekonań i własnych wyborców, a to niestety w obecnej kadencji niezwykle rzadka cecha.
Tymczasem o głos poprosił najmłodszy radny z SLD Krzysztof Dudziński. Energicznym i żwawym krokiem wmaszerował na mównicę, i zaczęła się awantura. Radny Dudziński odczytał list grupy rodziców, skierowany – no właśnie nie bardzo wiadomo do kogo (samego Dudzińskiego, Przewodniczącego Rady - Sławka Brodzińskiego, prezydenta Komoniewskiego, a może nawet Śląskiego Kuratora Oświaty). Nadawca listu także pozostał nieujawniony. Co innego jego treść. Tę młody rajca z Łagiszy ujawnił z nieskrywaną radością. Tak światło dzienne ujrzało kilkanaście zarzutów (w większości absurdalnych), hektolitry żółci i wiadro pomyj wylanych pod adresem dyrekcji Miejskiego Zespołu Szkół nr 4 w Będzinie.
Nie chce tu pisać o działalności Stowarzyszenia Dzieciom Będzina i zasługach samej Gredki na rzecz dzieci. To broni się samo! Jeśli chodzi zaś o zarzuty „zatroskanych rodziców" to ich waga i zakres były przeróżne. Dyrektor Halina Gredka odpowiadać miała za m.in. awarię sieci wodociągowej w Łagiszy, niedyspozycje żołądkowe niektórych nauczycieli, to że zajęcia religii prowadzone są przez księdza dobrodzieja, ale również za wspieranie dzieci z ubogich rodzin z dzielnicy Łagisza, o której interesy powinien zabiegać przecież sam radny sprawozdawca i na domiar złego zarażanie tym niegodnym procederem (niesienia pomocy potrzebującym) innych nauczycieli. Jeśli dobrze pamiętam pojawił się też zarzut o to, że dzieci wolą w szkole dyrektor Gredki jeść chipsy i hot dogi zamiast bogatych w witaminy owoce i warzywa. Halina Rybak - Gredka miała być nawet na tyle przewrotna, że w celu zohydzenia maluchom zdrowej żywności, we współpracy z Agencją Rynku Rolnego, napychała brzuchy dzieciaków nielubianą przez nie marchewką, zamiast słodkimi owocami. Na liście tych poważnych zarzutów brakowało już chyba tylko oskarżenia o susze, powodzie i gradobicia, które co jakiś czas nawiedzają Łagiszę.
Sympatia młodego działacza SLD do Haliny jest w będzińskiej oświacie ogólnie znana. Plotka głosi, że w pierwszym tygodniu po tym jak z woli wyborców Krzysztof Dudziński objął mandat radnego, nawiedził szkołę i w ramach prezentacji swojej jakże skromnej osoby miał spytać Gredkę kiedy dokładnie kończy się kadencja dyrektora „jego szkoły". Podobno pod wpływem... chwili, miał zmianę na fotelu dyrektora MZS 4 obiecywać także w trakcie słynnego już łagiskiego pikniku.
Złośliwi nazywają Krzysztofa łagiskim sołtysem. Dotychczas zachodziłem w głowę czemu właśnie sołtysem, teraz wszystko jest dla mnie jasne. Zaradny, wszędobylski, swojski i zna się na wszystkim, a przy tym pierwszy do rządzenia i dzielenia się dobrą radą. A jak trzeba – potrafi... przyłożyć.
Krzysztof, podobnie jak ja, kopie sporo w nogę. Zatem może trochę piłkarskim slangiem. Gra rzeczywiście staje się łatwiejsza, gdy zawodnik posłuży się faulem. Zwłaszcza wówczas gdy sędzia udaje, że nic nie widzi. Ale ludzie z klasą zawsze grają fair. Tylko taka gra daje, niezależnie od wyniku, upragnione zwycięstwo. A poza tym kopiąc kolegów po łydkach, można - jeśli trafi się na twardszego od siebie, w końcu złamać własną nogę.

Będzin, 25 października 2011 

Joomla 3.0 Templates - by Joomlage.com