z archiwum mo z ramka Czytam artykuł Kasi Kapusty dotyczący zwolnienia dyrektor Muzeum Zagłębia i oczom nie wierzę. Z góry wszystkich przepraszam - to będzie mocno emocjonalny tekst. 

Co do zarzutów i dyscyplinarnego zwolnienia wieloletniej dyrektor Muzeum nie będę się wypowiadał. Powiem tylko tyle, że jest to bardzo przykre. Natomiast nie mogę przemilczeć wypowiedzi największego bufona i hipokryty, jakim raz jeszcze okazał się wicedyrektor tej instytucji.
W artykule czytamy: „... Pieczę nad muzeum przejął do czasu wyłonienia nowego dyrektora Sławomir Knapik. Dlaczego tak się stało? O to trzeba zapytać panią Smogór. Ona już za to zapłaciła. Mnie jest trudno się do tego odnieść - powiedział Sławomir Knapik. Naszym celem jest teraz doprowadzenie do właściwego stanu eksponatów. Mocno zakasaliśmy rękawy do pracy. Zaprosiłem do nas ekspertów z Muzeum Śląskiego, którzy oszacują stan techniczny i ewentualne źródło pochodzenia bardzo cennych ksiąg niemieckojęzycznych. Myślę, że już 21 maja będziemy już wiedzieli. Czekamy także na nowego dyrektora, który już w czerwcu powinien być z nami i działamy – dodaje".
Skąd Knapik znalazł się w gzichowskich czworakach? Jeszcze w pierwszej kadencji Radosława Barana zapadła decyzja, by zdegradować słynącego z nadęcia ówczesnego dyrektora Ośrodka Kultury. Naprędce utworzono dlań stanowisko wicedyrektora Muzeum – typową prowizorkę, a jak wiemy u nas prowizorki bywają nieśmiertelne. Dziwiło to wówczas mocno – nigdy wcześniej nikt nie sygnalizował nawet potrzeby istnienia takiego stanowiska. Niemała pensyjka z czwórką z przodu i delikatnie mówiąc mało konkretna lista obowiązków. Bulwersujące tym bardziej, że etat sfinansowano z pieniędzy zabezpieczonych na dawno oczekiwane podwyżki wynagrodzeń dla muzealnych pracowników. Nic zatem dziwnego, że wciąż wracało pytanie - po co nam wicedyrektor w muzeum, który (jak wieść gminna niosła) zajmował się głównie koordynacją sprzedaży kosmetyków. Podobno prowizoryczny wicedyrektor miał także pozyskiwać dla Muzeum środki zewnętrzne. Z tego co wiem do dziś pozyskał jedno wielkie zero i to jest chyba najlepsza ocena pracy pana wicedyrektora.
Przez ostanie lata robił wiele – by nie rzucać się w oczy, jak gdyby chciał sprawić, że świat o nim zapomni. Przez bodaj sześć lat ślizgał się tak za publiczne pieniądze, od czasu do czasu pojawiając się na jakiejś imprezie. Z rzadka widywany w pracy, często realizował swoje obowiązki w terenie, zapominając oczywiście o wpisaniu się w księdze wyjść – na co wielokrotnie żaliła się jego ówczesna szefowa. Miałem cichą nadzieję, że w kadencji słynącego z ciężkiej ręki i wojskowego drylu, Łukasza Komoniewskiego, władza przerwie tę zabawę w chowanego.
Tymczasem czytam – dlaczego w Muzeum jest źle – pytajcie Anny Smogór, ja chcę zakasać teraz rękawy i zamierzam wziąć się do pracy, a jak wybiorą mi nową szefową – wtedy to dopiero będę ostro działał, aż wióry będą leciały. W ustach Sławomira Knapika to brzmi jak drwina, zwyczajny szczyt hipokryzji. Nie ma i nie będzie mojej zgody na takie zachowanie Panie wicedyrektorze, tak samo jak nie ma i nigdy nie będzie zgody na takie traktowanie podwładnych, jakie ma miejsce w tej instytucji, odkąd Pan zechciał zakasać rękawy do „pracy".

Będzin, 10 maja 2013

 

Joomla 3.0 Templates - by Joomlage.com