z archiwum mo z ramka No i od początku maglujemy sprawę smoleńską. Niestety znów fakty nie są w stanie przysłonić blisko 1/3 Polaków ich prawdy. Co do reszty, to chyba wszyscy mamy tego już dosyć. Lepiej wyłączyć dźwięk w TV i uciąć sobie małą polityczną drzemkę. 

Jest kwiecień 2010 roku, premierowi Kaczyńskiemu udało się trzy lata wcześniej posklejać większość sejmową i nadal rządzi. Zbliżają się jednak wybory prezydenckie. Jarosław Kaczyński myśli o drugiej kadencji dla swego brata Lecha. Wysyła go z bizantyjskim orszakiem oficjeli do Katynia, na groby ofiar reżimu stalinowskiego. To ma być wielki początek mocno patriotycznej kampanii, której wynik nie jest wcale oczywisty. Póki co, sondaże są znacznie łaskawsze dla kontrkandydatów, za reelekcją Kaczyńskiego jest zaledwie 20% respondentów. A zatem potrzebny jest mocny akcent inaugurujący kampanię.

Niestety w alternatywnej rzeczywistości pogoda nad Smoleńskiem jest tak samo beznadziejna (jak feralnego dnia), o czym wiadomo już na warszawskim lotnisku. Mimo to zapada decyzja o kontynuowaniu lotu. Dzisiejszy prime time w mediach należy do nas! Piloci z 36 pułku lotnictwa transportowego nazbyt brawurowo, jak to mają w zwyczaju, podchodzą do lądowania. W niby-wieży smoleńskiego lotniska wojskowego Siewiernyj panuje taki sam bałagan jak zwykle. Słychać ryk silników, prezydencki TU 154M z polskim prezydentem na pokładzie znika z radarów. Jest godzina 8:41.

Jarosław Kuźniar jak zwykle prowadzi swój poranny program w TVN 24, przerywa i podaje tragiczną informację. Wojciech Olejniczak w szoku próbuje na antenie dzwonić do Jurka Szmajdzińskiego - telefon nie odpowiada. Nic jeszcze nie wiadomo na pewno. Kilkanaście minut wcześniej Minister Spraw Zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Anna Fotyga dzwoni do premiera -„Panie premierze był wypadek, samolot rozbił się podchodząc do lądowania, są ofiary, najprawdopodobniej nikt nie przeżył." Jarosław Kaczyński się wścieka, przez zaciśnięte zęby przepuszcza tylko dwa słowa – wina Tuska! A dalej w swojej głowie powtarza sobie - gdyby nie on, gdyby nie jego wyborcy, to rządziłbym z bratem naszą Polską przez najbliższe 10 lat.

W okolicach południa w podziemiach BBN-u zapada decyzja - wysyłamy do Smoleńska specjalnego wysłannika rządu RP, ministra-cienia Antoniego Macierewicza oraz minister Fotygę. Nie wolno nam ryzykować wysłania w paszczę lwa naszego premiera... To on jest ostatnią nadzieją naszej nieszczęsnej Ojczyzny. A jeśli to był zamach? Nie wolno nam oddać w brudne ręce Rosjan kolejnego z braci Kaczyńskich. W zaciszu rządowego gabinetu, gdy premier pozostaje sam ze swoimi myślami, przechodzi mu przez głowę – „Po co ja wysłałem tam Leszka? To ja mogłem lecieć." Premier szybko jednak wyrzuca je z głowy i stwierdza – „Prawda jest taka - to wina Putina i Tuska."

Cała lista pasażerów feralnego lotu płynie już na pasku nadawanego w szarościach TVN 24. Ludzie spontanicznie gromadzą się pod pałacem, palą się tysiące zniczy, a harcerze ustawiają swój nieszczęsny krzyż. Późno wieczorem Fotyga i Macierewicz łącza się z kancelarią premiera -„Rosjanie dziwnie się zachowują, Władymir Putin próbował nas nawet pocieszać, kładąc swą ruską łapę na naszych barkach, okropne przeżycie" – wzdryga się Fotyga. „Jaka jest wasza opinia?" – wykrzyczał ze łzami w oczach Kaczyński. Macierewicz ripostuje: „Zamach, na pewno zamach". „Znacie się na tym ministrze?" – pada pytanie z ust Zbigniewa Ziobro. Premier mierzy go wzrokiem -„Młokosie, przecież Antonii zna się na wszystkim".

W nocy wysłannicy wracają do Warszawy, na podmoskiewskim lotnisku Fotyga wręcza notę dyplomatyczną rosyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych. To polskie ultimatum - władze Federacji Rosyjskiej mają 48 godziny na zwrócenie ciał wszystkich 96 ofiar i wraku samolotu, jeśli nie – wojna!

W tym samym czasie Kaczyński wygłasza orędzie do narodu, na wielkich telebimach wyświetlane również dla znajdujących się na Krakowskim Przedmieściu pątników. „To dzień hańby! Nasz wielki naród zaatakowała nikczemna i zawsze zaborcza Rosja. Wprowadzam stan wyjątkowy. Poleciłem służbom specjalnym, wojsku i policji internować najważniejszych działaczy PO i innych partii opozycyjnych. Są bardzo poważne sygnały, które utwierdzają nas w przekonaniu, że najwyższe władze Rosji działały na zlecenie antypolskiej opozycji w osobach Tuska, Schetyny, wicemarszałka Komorowskiego i tego, którego nazwiska nigdy moje usta nie wymówią (Palikota - przyp.). Jesteśmy państwem prawa, ich sprawy zatem wnikliwie i obiektywnie rozpatrzy sąd 24 godzinny. Rodacy! Zwróciłem się już do naszych sojuszników z NATO i UE z prośbą o potwierdzenie naszych sojuszniczych zobowiązań na wypadek zbrojnego konfliktu. Zachód nie podziela jeszcze naszego stanowiska, ale wkrótce to zmienimy, wymusimy to na nich! A jeśli nie, to zagrozimy prawem unijnego weta. A oni – obcy, znów potwierdzą, że działają na zlecenie antypolskich zdrajców z Platformy." Rozentuzjazmowany tłum porzuca żałobną ciszę i zaczyna skandować – „Jarosław, Jarosław... Polskę zbaw, Polskę zbaw."

W tym samym czasie do redakcji niektórych telewizji oraz Gazety Wyborczej wchodzą państwowi urzędnicy i CBA. Jeszcze tej nocy do życia zostaje powołany rządowy pełnomocnik ds. kontroli polskości mediów. Rano premier desygnuje na to stanowisko osobę niezwykle zasłużoną dla sprawy i znającą się na mediach jak mało kto – redemptorystę, ojca Tadeusza Rydzyka. Przemówienie premiera od rana non stop odtwarzane jest we wszystkich stacjach. Czasem tylko z krotką przerwą na analizę słów wodza w wykonaniu Adama Hoffmana, Joachima Brudzińskiego i ... nie, Zbyszka Ziobry już nie ma. Przed 4-tą nad ranem został zdymisjonowany, a jego ministerstwo poddano reorganizacji. Premier powołał też do życia dwa nowe spec-ministerstwa – Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych oraz Bezpieczeństwa, Służb Specjalnych i Obrony Narodowej. Tekę w pierwszym powierzono dotychczasowemu szefowi CBA Mariuszowi Kamińskiemu, w drugim zaś Antoniemu Macierewiczowi, który dziękując za nominację powiedział – „Nie spocznę dopóty, dopóki nie wyjaśnię wszystkich okoliczności zbrodni smoleńskiej, dopóki nie wyplenię zaprzaństwa i nie wyłapię tych wszystkich, którzy mają na rękach krew jedynego prawdziwego polskiego prezydenta, Śp. Lecha Kaczyńskiego." Jarosław spuścił wzrok i mimowolnie spojrzał na swoje dłonie.

Następuje efekt domina. Rosjanie zrywają z nami stosunki dyplomatyczne, rewanżujemy się im tym samym. Córka tragicznie zmarłej pary prezydenckiej stwierdza – „Moja rodzina jest w stanie wojny z Federacją Rosyjską." Powstaje wstępna wizualizacja wielkiego pomnika ofiar poległych pod Smoleńskiem na Krakowskim Przedmieściu (w miejscu nieszczęsnego krzyża). Pomnik jest jednak tak wielki, że trzeba będzie wyburzyć kilka zabytkowych kamienic, ale co tam - tego wymaga racja stanu. Zgromadzenie Narodowe wieczorem przegłosowuje zmiany w konstytucji. Tak powstaje nowela kwietniowa – sankcjonująca prawnie istnienie IV Rzeczpospolitej. Zmniejsza się prerogatywy posłów i senatorów, wzmacniając jednocześnie władzę wykonawczą. Przy okazji posłowie zmieniają czwartą ze zwrotek Mazurka Dąbrowskiego, pojawia się w niej odniesienie do katastrofy i osoby tragicznie zmarłego prezydenta.

Ja tymczasem budzę się z drzemki. Oblany potem sięgam po pilota i łyk zimnej już kawy. Rzut oka w szklany ekran i ... na szczęście to tylko głupi sen. Za chwilę pojawia się gorzka refleksja - jednak nie jest ten rząd taki beznadziejny. Zawsze może być gorzej.

Będzin, 5 listopada 2012

Joomla 3.0 Templates - by Joomlage.com