z archiwum mo z ramka Czego to ludzie nie wymyślą. Były już śpioszki dla niemowlaków i ścienne zegarki, na których nie widać jaka jest godzina, były VIP-owskie parasolki, amnestia dla czytelników biblioteki i wielkie bomby choinkowe. Wszystko „Będzin górą!” i - jakby przy okazji - wspomnianym nazwiskiem prezydenta. Ten niepozorny znaczek to chyba prawdziwy „konik” obecnej ekipy, która posunęła się nawet do przyozdobienia nim jaj wielkanocnego królika.

Dawniej też każdy król swoją bił monetę. Na wspiętym wierzchowcu, w dumnej pozie i z zadartym lekko nosem. Każda władza prędzej czy później lansowała pomysł promocji samej siebie. Jeszcze w XIX i XX wieku w niejednym kraju oficjalne portrety przywódcy towarzyszyły państwowym uroczystościom, zdobiły wnętrza urzędów, a nawet wisiały w szkołach tuż nad tablicą. Ot, taki przywilej władzy (również tej samorządowej) - mocno się promować za nie swoje (czyli za nasze) pieniądze. Pytanie jak bardzo nachalnie da się to robić dzisiaj? 

Prawie jak swastyka. Podobno już u progu kadencji wydano tajną dyrektywę, że będziński logotyp ma zdobić mniej lub bardziej oficjalne dokumenty, wszystkie rozsyłane zaproszenia i drukowane plakaty, a logotypowa kolorystyka ma zdominować wszelkie inne znaki graficzne, ostatnio masowo rewitalizowane w podległych spółkach i instytucjach. Słowem - gminny znak mocno wryć się ma w pamięć ludu, a nazwisko samego włodarza na trwałe przeniknąć w głęboką podświadomość. Właściwe instrukcje precyzyjnie określają także lokalizację zawieszanych w terenie plakatów, gadżetów, zegarków i fajansów, zwłaszcza tych z podobizną jaśnie panującego. Trochę tak, jak gdyby szefowie tej czy innej instytucji sami nie umieli ich zainstalować, a może po prostu magistrat nie wierzy w wyobraźnię i gust ludzi w terenie? Trochę zalatuje już totalitaryzmem, ale co tam… póki uśmiechnięta twarz prezydenta Komoniewskiego nie zaświeci do nas z banknotów w spożywczaku, możemy chyba spać spokojnie.

Zmieniając hasło, zmieniamy Będzin. Władza jak zwykle daje z siebie wszystko, a niewdzięczny naród szydzi i się naigrywa. Opozycja na złość śmie nawet wymyślać swoje wersje miejskiego hasła. Dla przykładu proponowane już dawno przez Adama Szydłowskiego – „Będzin dziurą!”, czy ostatnio „Będzin klepką!” – inwencja Bogusi Dudyńskiej na znak protestu przeciwko skandalicznemu stanowi parkietu w MZS nr 2 na Syberce. Ja samo hasło, w odróżnieniu od graficznej strony oficjalnego logotypu miasta, oceniam bardzo wysoko. Tymczasem czarne chmury pojawiły się właśnie nad nim. Oto władza postanowiła zmienić nieco historię miasta i podręczniki geografii, wprowadzając nowe nazewnictwo Góry Zamkowej. Gdzie tylko się da promują bez większej refleksji nazwę „wzgórze zamkowe”. Powszechne użycie tego terminu wprowadziła wprawdzie poprzednia ekipa, pozyskując unijne środki na rewitalizację rzeczonej przestrzeni, ale to Łukasz Komoniewski postawił na hasło „Będzin górą!” - w domyśle Górą Zamkową. Teraz pozostaje alternatywa - powrót do historycznej nazwy, albo zmiana hasła, na „Będzin wzgórzem!”

Na koniec słodka niespodzianka. W tłusty czwartek gminna propaganda przeszła już samą siebie. Prezydent postanowił wejść w rolę rubasznego cukiernika, rozdającego czteropaki z pączkami, sowicie oblanymi lukrem w obowiązujących trzech kolorach. Całości efektu dopełniły: naklejka z szczerym „smacznego” i rzecz jasna widoczny na pierwszy rzut oka, jakby własnoręcznie czyniony, podpis częstującego. Aż dziw bierze, że na opakowaniu nie znalazło się trochę miejsca na podobiznę naszego dobroczyńcy. Oczywiście jak zwykle się czepiam - całą słodką akcję sfinansowano zapewne nie z chwiejącego się budżetu miasta, tylko z prywatnej kieszeni pana prezydenta. Jeśli tak to nie ma tematu, ale jeśli nie – to znów musimy wrócić do pytania o smak, a raczej poczucie niesmaku. No i jeszcze jedno. Wśród kilku będzińskich cukierników, wszyscy robią świetne pączki i wszyscy podatki płacą tu - w Będzinie, pytanie - w jakim mieście wyprodukowano czteropaki „Będzin górą!” I do budżetu jakiej miejscowości wróciła część wydatkowanych na to środków?

Wróżenie górą! Jaki będzie następny pomysł władzy na autopromocję? Im bliżej wyborów możemy się spodziewać wysypu produktów z linii „Z Łukaszem”. Czerwone przyprawy (ćwiczone na konwencjach SLD), zapach dla niej lub dla niego, a może źródlana woda lub nalewka dziadziunia. Ciekawe czy wydział promocji zdecyduje się wypuścić limitowaną serię papieru toaletowego z życzeniami udanej kontemplacji?… Na ten ostatni produkt pierwszej potrzeby czekamy z niecierpliwością.

Będzin, 3 marca 2014

Joomla 3.0 Templates - by Joomlage.com