z archiwum mo z ramka 10 lat Polski i Będzina w Unii Europejskiej za nami. Był to czas przemian i starań o skok cywilizacyjny, dekada rywalizacji o europejskie środki i pogoni za lepszym jutrem. I co dalej? Co przyniesie owo „lepsze jutro”? Część obserwatorów wieszczy - poważne schody dopiero przed Polską. 

Polska stała się członkiem Unii Europejskiej na mocy ateńskiego traktatu akcesyjnego 1 maja 2004 roku. Wcześniej nastąpiło zatwierdzenie traktatu przez Parlament Europejski i Radę UE, a także ratyfikowanie go przez wszystkie kraje członkowskie. Na polskiej drodze do Unii była już tylko jedna przeszkoda – ważne referendum, w którym Polacy opowiedzą się za!

Nie byłoby Polski w zjednoczonej Europie, gdyby nie ogólnonarodowa zgoda u progu lat 90-tych co do proeuropejskiego kursu młodej III Rzeczpospolitej, gdyby nie polscy premierzy, m.in. Tadeusz Mazowiecki, Jerzy Buzek i Leszek Miller i gdyby nie nasi negocjatorzy - Jacek Sariusz Wolski, Danuta Hubner i Jan Truszczyński. Ten ostatni przekonywał mieszkańców Zagłębia do poparcia polskiej akcesji na zaproszenie stowarzyszenia Pro Europa, które wraz z m.in. Przemkiem Jurą i Sławkiem Brodzińskim miałem zaszczyt współtworzyć. W walce o dobry wynik europejskiego referendum organizowałem też kolejne happeningi na osiedlu Zamkowe, mocno zaangażowane w ich organizację było osiedlowe koło Sojuszu, z Walentym Janiszewskim na czele. Aktywności innych młodych polityków lewicy w tym obszarze moja pamięć nie zarejestrowała.

W dniach 7-8 czerwca 2003 odbyło się (jedyne w historii Polski) dwudniowe referendum. Frekwencja stała się sprawą honorową dla wielu rożnych środowisk - partii od lewa do prawa, episkopatu, a zwłaszcza prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Udało się! Według oficjalnych wyników PKW do urn poszło 58,85% uprawnionych do głosowania. Blisko 77,5% z nich odpowiedziało się za wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Pamiętam jak dziękowałem przeciwnikom akcesji, wszak to dzięki głosującym na „nie” referendum okazało się ważne.

Polska jest dziś jednym z najludniejszych i największych krajów Unii (6. miejsce w obu tych kategoriach) . Łącznie (od 2007 roku) miała do wykorzystania 60 miliardów euro, to więcej niż roczne wydatki budżetowe naszego państwa . Polska wieś – najbardziej eurosceptyczna okazała się największym beneficjentem naszej obecności w Unii. Jeszcze przez kilka dobrych lat Polska dostawać będzie z europejskich funduszy więcej niż wpłacać do wspólnego budżetu. Wygląda na to, że w obecnej perspektywie będziemy największym kwotowo odbiorcą unijnych dotacji.

Beneficjentami naszej obecności w Unii Europejskiej są także samorządy. Ponad 1/3 inwestycji, które uzyskały współfinansowanie ze środków unijnych jest realizowanych właśnie przez jednostki samorządu terytorialnego. W rankingach absorpcji bardzo dobrze prezentuje się nasze województwo, choć samo Zagłębie odstaje od czołówki. A Będzin? Wcześniej sporo środków zainwestowano pod ziemią (kanalizacja) i w infrastrukturę drogową oraz w rewitalizację Góry Zamkowej. W obecnej kadencji już bez rewelacji, podobno czekamy na nowe otwarcie, z tym że póki co to tylko mgliste zapowiedzi.

Polska w tej dekadzie osiągnęła sukces. Choć Polacy zdają się skoku cywilizacyjnego zwyczajnie niedoceniać. A może liczyli na znacznie więcej, bo ktoś (patrz - politycy) im to obiecywał? Brakuje dziś jasno wyznaczonego celu, ogólnonarodowej zgody co do kierunków rozwoju i wyboru strategii. I tu zaczynają się prawdziwe schody. Gołym okiem widać kilka nabrzmiałych i wciąż nierozwiązanych problemów. Trochę rozchodzi się nam ta Unia, a my wciąż pozostajemy poza jej jądrem. Trochę przez kryzys a trochę z tchórzostwa kolejnych rządów (Kaczyńskiego i Tuska) euro znika gdzieś za horyzontem. Nasilają się tendencje antyeuropejskie w samej Unii, a struktury i biurokracja dawno już przerosły wszelkie wyobrażenia. No i jest jeszcze demografia – na tym polu czeka nas prawdziwa katastrofa. Społeczeństwo się starzeje, żyjemy coraz dłużej, młodzi pracują na PKB Wielkiej Brytanii i Irlandii, tam zakładają rodziny, tam chcą wychowywać dzieci. To bardzo niebezpieczna tendencja.

W Będzinie, który od lat kurczy się i starzeje, o tych problemach nie myśli się wcale. Mamy wprawdzie dyskoteki pod gołym niebem, liczne place zabaw i drugi nowy żłobek, ale na tym koniec. Brak perspektyw dla młodych ludzi, niemałe bezrobocie, jeszcze większy dług publiczny i wciąż obniżające się wpływy do budżetu miasta. Czekamy na cud a może żyjemy chwilą, w nosie mając to, co będzie za 10 lat. No tak – bo kiedy to będzie.

Będzin, 1 maja 2014

Joomla 3.0 Templates - by Joomlage.com